Mistrzostwa Młodych...
Młodzi Kelnerzy będą mogli sprawdzić swoje umiejętności w trakcie...
2025-03-13
2020-10-14
Zakażenie w KPSie»2020-08-25
Przegląd Sportrowy: Marcin Burkhard...»2020-08-25
Nowy zawodnik w Pogoni Siedlce»2020-08-24
Piłkarze Pogoni z negatywnymi...»
Jestem kontrowersyjny, ale lubię powiedzieć prawdę w oczy - wywiad z Henrykiem Brodowskim
2016-09-16 21:03:02

Nasz rozmówca z pewnością nie należy do osób, wobec których można przejść obojętnie. Były kierownik siedleckiej Delegatury Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie. W Powiecie Siedleckim był radnym, przewodniczącym i starostą. Ostatnio pracował jako Dyrektor Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Łosicach. Obecnie - wójt Gminy Siedlce, zarządzający swoim urzędem twardo i zdecydowanie. Jeden z najbardziej doświadczonych samorządowców w regionie, dla którego - jak sam mówi - najważniejsze jest działanie zgodne z prawem i interesem podatnika. Zapraszamy na rozmowę z Henrykiem Brodowskim.
- Jak pan ocenia swoją działalność w obecnej kadencji? Czy jest pan z jakiegoś dokonania szczególnie zadowolony?
- Pracy w Gminie Siedlce jest bardzo dużo. Kiedy przychodziłem, było sporo niezałatwionych spraw, które spadły do załatwienia na moją osobę. Pracowałem już w kilku firmach o dużym zadłużeniu, na szczęście gmina nie była tak bardzo zadłużona. Cieszę się, że udało się zmniejszyć mi i moim pracownikom zadłużenie o około 2 mln zł. Ukończyliśmy też wiele inwestycji zaczętych przez mojego poprzednika, na przykład w Białkach oddaliśmy ładną szkołę. Oddaliśmy również przedszkole w Żelkowie na 75 dzieci i uważam to za sukces, bo jest zapotrzebowanie na takie placówki w Gminie Siedlce. Asfaltowanie dróg też idzie dobrze, w zeszłym roku oddaliśmy dużo więcej dróg gminnych niż początkowo planowaliśmy.
- Przypuszczam, że mówiąc o asfaltowaniu ma pan na myśli między innymi Ujrzanów, gdzie ze środków zewnętrznych wybudowaliście 3 kilometry nowej drogi, która okazała się chyba zbyt szybka. Na jednej z sesji mieszkańcy wnioskowali o progi zwalniające, utrudniające wyścigi aut.
- Mam w tej kwestii z mieszkańcami trochę inne zdanie. Jestem przeciwnikiem montowania progów. Jestem natomiast zwolennikiem ustawiania znaków drogowych, spotykania się, uczenia i upominania. Wszystkie przeszkody na drodze wpływają na to, że zużywamy więcej paliwa, zanieczyszczamy i wydzielany jest w tych miejscach większy hałas. Poza tym, jeżeli zimą będzie gdzieś nieposypana jezdnia i ktoś wpadnie w poślizg na taki próg, to też może być kłopot. Jeżeli ktoś chce na siłę jechać niezgodnie z przepisami, to ani wójt ani policjant za każdym razem go nie zatrzyma.
- Jest pan doświadczonym samorządowcem, nie udało się chyba być tylko wojewodą.
- Jeżeli byłoby województwo w Siedlcach, to z pewnością aspirowałbym do tego by zostać wojewodą. Lubię wszystkich i całą Warszawę, ale nie chcę tam iść pracować. W związku z tym, w najbliższym czasie nie zamierzam piastować tego stanowiska. Powoli zbliżam się do 40-lecia swojej pracy. Żartuję sobie z przyjaciółmi, że w swoim życiu nic nie robiłem, tylko kierownikowałem i dyrektorowałem, albo starostowałem, a teraz przyszło mi wójtować.
- I jak się wójtuje? Raczej kluczowa w tej kwestii jest współpraca z radą.
- Nie będę ukrywał, że dla mnie współpraca z radą układa się niemal idealnie. Kiedy dostaję absolutorium za rok 2015 jednogłośnie, gdzie liczyłem że dwóch radnych zagłosuje przeciw - pozostaje mi tylko się cieszyć. Nie zależy mi na tworzeniu koalicji i opozycji. Może czasem jestem kontrowersyjny, ale lubię powiedzieć prawdę w oczy każdemu, bez względu na to czy to jest radny, czy nie. Jestem dostępny dla całej rady, udostępniłem swój telefon służbowy i prywatny i nie mam nikomu za złe, nawet jeżeli dzwoni po godzinach. Jeżeli coś idzie nie po mojej myśli, bądź jest niezgodne z prawem - a wójt musi znać prawo - to od razu mówię stanowczo - że nie. Tak wygląda sytuacja. Niektóre sesje są według mediów być może burzliwe, ale po miałaby istnieć taka rada, kiedy wszyscy powiedzą „tak” i rozejdą się do domów?
- Jak pan ocenia obecną sytuację finansową gminy.
- Trochę żartujemy z panią skarbnik, że już jest wrzesień, a my jeszcze nie wzięliśmy kredytu, który był planowany. Szukamy oszczędności gdzie się da i udaje się nam to.
- Czyli nie powinno być problemu z załataniem obniżonej subwencji oświatowej, nad którą pan jeszcze nie tak dawno ubolewał?
- Gmina ma dosyć dużą subwencję, ale z własnych środków dołożyliśmy ostatnio aż 5 mln zł. Jeśli chodzi o oświatę, to nie przewiduję ograniczania na nią pieniędzy. Będę chciał pójść w kierunku poprawienia organizacji pracy w szkołach. Tak, czy inaczej - Gmina Siedlce poradzi sobie z problemem niższej subwencji oświatowej.
- Co szykujecie mieszkańcom jeszcze w 2016 roku? Czy można się spodziewać jakichś spektakularnych inwestycji?
- Wydaje mi się, że sztandarowym naszym zadaniem w tym roku jest wyasfaltowanie dróg na terenie całej gminy za ponad 1 mln zł. To jest duża inwestycja. Po raz pierwszy, w zeszłym roku zrobiliśmy zrobiliśmy część tego projektu za 900 tys. Było do tej pory u nas sporo betonówek, a ja uważam, że każda betonówka po dwóch latach musi być zaasfaltowana. Myślę, że to mi się z małymi wyjątkami udaje. Poza tym, rozbudowujemy szkołę w Stoku Lackim za 2,4 mln zł. Inwestycja zakończy się 15 sierpnia przyszłego roku. Oddelegowałem na miejsce zaufanego pracownika z gminy, aby doglądał jej przebieg. Uważam, że inwestycje nie mogą się ciągnąć w nieskończoność. Szkoda czasu i pieniędzy. W tym roku sporządzimy dokumentację i jak się uda, to wymienimy ogrodzenie przy pomniku upamiętniającym bitwę pod Iganiami. Będzie to w przyszłości wizytówka Gminy Siedlce.
- Jedną ze sztandarowych tegorocznych inwestycji miała być modernizacja oświetlenia ulicznego na terenie całej gminy. Wymieniano lampy z rtęciowych na ledowe. Były w trakcie prac różne kontrowersje. Finalny termin się zbliżał, a poddenerwowani radni i mieszkańcy zgłaszali, że w ich miejscowościach ekipa się nawet nie zjawiła. Czy ostatecznie udało się przedsięwzięcie zakończyć i jak pan je ocenia?
- Jestem bardzo zadowolony, pomimo iż wykonawca troszeczkę przeciągnął tę inwestycję. W zamian za to, ufundował dla gminy nieodpłatnie 50 dodatkowych lamp. Mieszkańcy miejscowości takiej jak Białki, czy Nowe Opole, podkreślają że kiedy te wszystkie lampy się zapalą - wtedy widok jest wspaniały. Uważam jednak, że jest w gminie sporo ulic, które są słabo doświetlone. W niektórych miejscach jest 15-20 gospodarstw w jednym miejscu, jakaś kolonia, gdzie ludzie od 20 lat upominają się o to oświetlenie, którego nie można było wykonać. Na szczęście dobrze układa mi się współpraca z Zakładem Energetycznym. Kiedy ustalimy warunki, mam nadzieję że ze środków zewnętrznych uda się pozyskać środki na oświetlenie tych najbardziej potrzebujących miejsc.
- W maju musiał pan stoczyć bohaterską walkę z wiatrakami. Jaki jest jej ostateczny rezultat?
- Była to sprawa prosta, bez większej historii i konfliktu. Ktoś chciał za plecami wójta wybudować dwa wiatraki. Oświadczyłem tej firmie, podobnie jak i mediom, że na terenie Gminy Siedlce nie ma terenu na budowę wiatraków. Sprawa wydawała się wątpliwa, bo długo wchodziła ustawa o odnawialnych źródłach energii. Teraz kiedy już ona funkcjonuje, Generalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Warszawie nie wydał zezwolenia na budowę i temat się skończył. Mieszkańcy Błogoszczy, Pruszyna i Pruszynka odetchnęli. Ich tereny budowlane nie są zablokowane. Od samego początku zapowiadałem, że zrobię wszystko by tych wiatraków tu nie było.
- Na ostatniej sesji nieco emocji wzbudziło pańskie oświadczenie odnośnie usunięcia w Pruszynie i w Wołyńcach filii biblioteki.
- Co prawda mam wykształcenie wyższe, ale warto się uczyć od bardziej doświadczonych. Poprosiłem o radę dyrektora Biblioteki Głównej Województwa Mazowieckiego - Michała Strąka, z którym pojeździliśmy po gminie. Dyrektor powiedział mi, że filia biblioteczna w Wołyńcach i Pruszynie musi być przeniesiona. Zadecydowałem, że biblioteka w Stoku Lackim po rozbudowaniu szkoły będzie przeniesiona do placówki. W tym roku zrobimy ekspertyzę odnośnie fundamentów w Pruszynie. Jeżeli wyjdzie ona pozytywnie, to nadbudujemy dla szkoły w Pruszynie jedno piętro. Powstanie wówczas na parterze biblioteka szkolna, będzie też punkt biblioteczny dla mieszkańców gminy. Pomieszczenia po starej bibliotece w Pruszynie zostaną przekazane młodzieży, aby mieli gdzie grać w ping-ponga. Młodzi mogą biegać po schodach, natomiast starsi mają nieco utrudnienia, nie mówiąc już o niepełnosprawnych, którzy nie mieli jak do tej biblioteki wejść. Nie było też warunków by wybudować tam windę. W Wołyńcach porozmawiam z radą sołecką, by przenieść ten punkt do obecnej małej świetlicy. Jeżeli nie będą chcieli, to przeniosę te zbiory do szkoły w Żelkowie, albo do Chodowa.
- Na jakim etapie jest rozbudowa szkoły w Stoku Lackim. Czy wykonawca już przystąpił do działania? I czy gmina już wie, jak rozwiązać problem stołówki, która na czas remontu musi zostać zamknięta?
- Wykonawca już jest na miejscu. Współpraca zapowiada się dobrze. Ten rok dla społeczności szkoły w Stoku Lackim będzie trochę uciążliwy, bo jeżeli dożywianie ma przebiegać przepisowo, to będzie tam potrzebny większy wysiłek. Na szczęście pani dyrektor jest dobra pod względem organizacyjnym i wiem, że da radę. Myślę, że przez wrzesień, może do połowy października kuchnia będzie funkcjonowała normalnie. Później do wydawania posiłków przystosujemy inne pomieszczenie. Około 220 obiadów będziemy gotować w kuchni w Białkach i około 80 w szkole w Żelkowie Kolonii. Mamy samochód, który te posiłki dowiezie. Pracowników z kuchni w Stoku Lackim nie zwolnimy, tylko przeniesiemy ich do kuchni w Białkach i w Żelkowie.
- Kurnik pod Strzałą. Jak odnosi się pan do tej kontrowersyjnej inwestycji, co pan o niej sądzi? Czy nie lepiej stworzyć na terenie gminy jakiś zakątek gdzie przedsiębiorstwa tego typu będą prosperować - nieco dalej od ludzkich osiedli?
- To wszystko uregulujemy w nowym planie zagospodarowania przestrzennego, do którego już przystąpiliśmy, w pierwszej kolejności poprzez zmianę studium. Wyłoniona jest już firma która to wykona. Jeżeli chodzi o Strzałę, to inwestor stoi na prawie i w tej chwili według mnie nie ma możliwości żeby go zatrzymać. Chyba, że dobrym słowem. Zaszedł już daleko, bo ma wylane fundamenty i prawie postawioną konstrukcję i od tego się nie da odwieść. Według mnie, ten kurnik nie powinien stać w tym miejscu, ale jeżeli radni poprzedniej kadencji wspólnie z prezydentem miasta wiedzieli, że będzie w tej okolicy ścieżka rowerowa, obwodnica i funkcjonuje to ponad dwa lata, to należało zrobić zmianę planu zagospodarowania przestrzennego, żeby na tym terenie, na gruntach rolnych nie mógł powstać kurnik. Skoro ktoś tego nie dopilnował, to ten pan go wybuduje i nic mu nie zrobimy. Nie dziwię się, że jest to dla ludzi mieszkających po sąsiedzku jakieś utrudnienie. Mieszkam 150 metrów od kurnika i wtedy, gdy wyrzucana jest ściółka, to przez jedną dobę jest to zapach nieprzyjemny, ale wtedy trzeba zamykać za sobą szybko drzwi i okna i da się normalnie funkcjonować. Przychodzili do mnie w sierpniu mieszkańcy Strzały i radny, z prośbami abym to kontrolował. Niestety, ludzie którzy prowadzą kurniki, mają swoje doświadczenie i wiedzę, i często nie ma możliwości im cokolwiek zarzucić, bo działają zgodnie z prawem.
- Jak przebiegał konkurs na nowego dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Chodowie?
- Konkurs został przeprowadzony zgodnie z procedurą. Przed ogłoszeniem konkursu nawet miałem trzy telefony z zapowiedzią, że złożą dokumenty. Sprawa ta została mocno nagłośniona przez media i przez osoby nie do końca zadowolone, w moim odczuciu bez potrzeby. Konkurs został już rozstrzygnięty. Wygrał dotychczasowy dyrektor Jan Osiej i na tym się sprawa zakończyła. Być może będą mniejsze imprezy i mniej intratne, ale jestem zadowolony, że będę miał czyste i przezroczyste sprawy pod względem finansowym. Jestem pewny, że sytuacja w której księgowość nie jest prowadzona przez pół roku nie powtórzy się.
- Jak pan wójt ocenia działalność Jana Osieja na stanowisku dyrektora GOK na przestrzeni ostatnich miesięcy?
- Pod względem formalnym, prawnym i finansowym, to napracował się pan Osiej bardzo dużo wspólnie z pracownikami Urzędu Gminy. Trudno jest mi ocenić przez pół roku jakie były te imprezy - czy bardzo dobre, czy słabe. Powołaliśmy radę kultury i wspólnie będziemy czuwać, by tych imprez było dużo i były dobre. Mimo, że Siedlce są gminą bogatą, za mojej kadencji na jedną imprezę ponad 70 tys zł wydawać nie będziemy. Pan Osiej ma limit, jedna impreza nie może przekroczyć 30 tys zł. Koniec, kropka. Najważniejszą imprezą dla Gminy Siedlce mają być dożynki gminne. Po dożynkach ocenimy wspólnie jakie wyszły. Według mnie, nie zawsze trzeba być wykształconym w tym kierunku, żeby coś dobrze zorganizować i dobrze prowadzić. Jestem tego przykładem. Kiedy obejmowałem stery w SP ZOZ w Łosicach - nie miałem ze służbą zdrowia nic wspólnego. Ze słabej firmy udało się zrobić, dzięki pracy wielu osób, dobrą jednostkę, do której przyjeżdżali się leczyć ludzie z Siedlec, co wcześniej było nie do pomyślenia. Myślę, że pan Osiej się sprawdzi, a jeżeli nie, to nie ma ludzi niezastąpionych.
- Jak Pan odbiera zamieszanie wywołane wokół pana po zwolnieniu Krzysztofa Chromińskiego?
- Taki już jestem, że zawsze mówię raz, dwa i za trzecim razem wręczam kawałek kartki i do widzenia. Jeżeli ktoś mnie nie rozumie, to niestety musimy się rozstać. Trochę jest mi przykro, że robi się jakąś walkę podjazdową co do mojej osoby i moich wypowiedzi. Podobno mi wypominają, że źle się wypowiadam i wykorzystuje się mój głos do jakiegoś filmiku. Jednak nie obrażam się za to, jestem osobą publiczną i mam świadomość tego, że komuś może się nie podobać to co robię. Każdy może mnie krytykować. Zamiast nad tym rozmyślać, cieszę się z tego, że wciąż mogę mówić. 33 lata temu miałem poważny wypadek samochodowy i przez pół roku praktycznie nie mogłem wydać słowa. Dziś niektórzy zwracają mi uwagę, że aż za długo mówię i się z tego cieszę. Nie obrażam się też na żadne media. Dopóki nie będą pisać mojego nazwiska z małej litery, oznaczać to będzie, że jest dobrze.
- Na ostatniej sesji pojawił się wątek księgowej GOK, której pracy nie ocenił pan wójt dobrze - natomiast dyrektor Osiej wręczył temu samemu pracownikowi nagrodę pieniężną. Z czego wynika tak różne postrzeganie działalności tej samej osoby?
- Sprawa jest prosta. Pan Osiej poszedł na ciężki kawałek chleba. Dostał zadanie wyprostowania sytuacji finansowej w GOK. Doszedł do wniosku, że najlepiej będzie zachęcić księgową poprzez przydzielenie jej nagrody. Skoro była jakaś rezerwa nagród na koncie GOK, to z tego skorzystał. Gdybym ja to miał rozwiązać, zawarłby umowę dodatkową, ale tej nagrody bym nie przydzielił. Jeżeli ktoś musi wykonać w dwa miesiące jakąś pracę nie wykonaną przez pół roku, to w moim odczuciu powinien mieć nowe wynagrodzenie, bez tytułu „nagroda”. Był to błąd, który oceniam negatywnie, ale z faktami się nie dyskutuje. Teraz takiej sytuacji nie ma. Dokumenty, jeśli chodzi o nagrody, angaże i reszta - muszą od teraz przejść przez kancelarię i biuro podawcze. Skoro przez kancelarię, to i przez wójta.
- Panuje opinia, że punktem zapalnym w aferze GOKgate była nagroda główna II Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Wiadomo, że miał nią być samochód, ale ostatecznie zwycięzca odebrał gotówkę. Pan twierdzi, że policja w związku z tą sprawą sama się do pana zgłosiła. Były dyrektor GOK Krzysztof Chromiński obstaje, że to pan był zawiadamiającą osobą.
- Powtarzam to samo, co mówię wszędzie - nikogo nie zawiadamiałem. Policja zgłosiła się do mnie w sprawie przesłuchania jako świadka w kwestii tego nieszczęśliwego samochodu, który miał być nagrodą dla osoby, która wygra festiwal. Przyszło do gabinetu w którym teraz siedzimy dwóch panów. Zeznałem jako świadek, podpisałem się i powiedziałem to co mówię dziś, na sesjach i tyle. Ja żadnego pisma do prokuratury nie pisałem, żeby zajęła się, czy przeprowadziła śledztwo w sprawie pana Chromińskiego.
- A może pan wójt wie, bądź przypuszcza, kto tę sprawę zgłosił do prokuratury?
- Ja tego to nie wiem. Nawet osobiście pytałem w prokuraturze panią prokurator o to samo i nie odpowiedziano mi. Nie wiem czy ktoś to doniósł, czy tym podobne. Jeżeli w piśmie jest coś tam napisane z czyjego powiadomienia, to przykro mi, ale ja tego pisma nie redagowałem. Osobiście nie zgadzam się z opinią prokuratury, że można było zmienić tamten konkurs po rozstrzygnięciu. Jeżeli wójt oficjalnie przekazuje kluczyki, to po wręczeniu nagrody nie można zmieniać zasad i dać w zamian 8 tys zł. Nie zgadzam się z tym, ale nie zamierzam też z tym dyskutować.
Rozmawiał Kamil Ułasiuk
Kamil Ułasiuk
-
2019-11-07
-
2019-07-18
-
2019-05-13
2019-11-07 12:44:19
NAJNOWSZE OKAZJE
NAJNOWSZE TUBONY
NAJNOWSZE GAZETKI









swoich znajomych!
z innymi!