Rozpoznajesz tego...
Siedleccy policjanci próbują ustalić tożsamość mężczyzny, który ma związek z...
2025-03-13
2020-10-14
Zakażenie w KPSie»2020-08-25
Przegląd Sportrowy: Marcin Burkhard...»2020-08-25
Nowy zawodnik w Pogoni Siedlce»2020-08-24
Piłkarze Pogoni z negatywnymi...»
Czuję się niezauważany i ignorowany - wywiad z Mariuszem Dobijańskim
2016-09-08 14:09:25

Nasz rozmówca to jeden z najbardziej ogranych samorządowców w siedleckiej radzie. Radny trzech kadencji. Wybierano go przewodniczącym, kandydował na prezydenta Siedlec, był mazowieckim wicekuratorem oświaty i współtworzył koalicję - ale dziś jest po drugiej stronie barykady. Zawsze mający swoje zdanie, które potrafi merytorycznie uzasadnić. Dla jednych bardzo niewygodny, dla innych ostatni filar opozycyjnej nadziei i jedyny sensowny głos krytykujący władzę - wobec którego respekt czuje cała rządząca większość. Zapraszamy na rozmowę z radnym Mariuszem Dobijańskim.
- Wrzesień 2016 to dobry czas by podsumować półmetek działalności samorządu obecnej kadencji. Czy jest Pan zadowolony z tego co udało się zrobić dla Siedlec od końcówki 2014 roku?
- Trudno mówić o zadowoleniu, kiedy jest się ignorowanym i niesłuchanym, a to co się proponuje często jest poza jakimkolwiek zainteresowaniem osób do których należy decyzyjność. Zaskakujący i zarazem smutny jest poziom tej ignorancji. Dzieje się tak na przykład, kiedy przewodniczący próbuje kneblować radnym usta ograniczając ich wypowiedź poprzez szukanie wytrychów statutowych. Wydaje mi się, że głosy opozycji jednak zmuszają do jakiejś większej kreatywności i wysiłku grono osób, które posiada w naszej radzie większość. Sądzę, że jest to bardzo interesująca kadencja, również jeżeli chodzi o moją osobę. Nauczyłem się w niej pokory i działania opartego na konstruktywnej krytyce.
- Jak wyglądała sytuacja, gdy to pan był w koalicji rządzącej? Śledzę poczynania siedleckiej rady jako dziennikarz od zaledwie trzech lat i przyglądałem się z bliska jedynie końcówce ery PO-PiS - a w zasadzie jej upadkowi, który nastąpił niebawem po czerwcowej wizycie prezydenta Komorowskiego w 2013 roku.
- Trudno być sędzią we własnej sprawie, ale wydaje mi się, że była to inna formuła sprawowania władzy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W tym momencie ja czuję się jako radny niezauważany i ignorowany, ale może takie odczucia mieli ci, którzy wówczas byli w opozycji. Nie chcę twierdzić, że za czasów gdy byłem w koalicji rządzącej było lepiej. Wiem jednak, że wtedy ja się czułem lepiej.
- Pamiętam pański wpis na Facebooku, tuż po ostatnich wyborach samorządowych. Był pan wdzięczny mieszkańcom za wybór do obecnej rady, pomimo minimalnego zaangażowania w kampanię. Udało się panu wejść do rady z bodaj jednym bilbordem i trzema banerami wyborczymi na mieście.
- Każdy kto był w radzie miasta i poczuł sens tej działalności, w pewny sposób przywiązuje się do roli radnego. Miałem wówczas trochę żal do siebie, że doszedł mi szereg nowych obowiązków zawodowych, który nie pozwolił poprowadzić kampanii tak jak bym sobie tego życzył. Wewnętrzne problemy które mieliśmy, także zniechęcały mnie do większej aktywności. Wspomniana ilość materiałów wyborczych odzwierciedla ile miałem wówczas siły. Nie liczyłem na sukces. Moje wcześniejsze kampanie opierały się na spotkaniach z mieszkańcami i indywidualnej aktywności. Ostatnia kampania wizerunkowa miała skromy wymiar, ale wystarczyła do tego, by dostać się do rady niewielką przewagą głosów nad kolejnym kandydatem.
- Był pan przewodniczącym Rady Miasta w latach 2006-2010. Jak wiadomo, to wówczas zadecydowano o inwestycjach, które później odbiły się czkawką w postaci ogromnego długu publicznego z którego miasto będzie wychodzić kilka ładnych lat. Jakie ma pan z perspektywy czasu odczucia na ten temat?
- Panuje pewne niezrozumienie tego problemu. Prezydent Wojciech Kudelski publicznie często podkreśla znaczenie inwestycji w kontekście długu publicznego. Problem nie tkwi w tym że inwestowaliśmy i budowaliśmy. Robiliśmy to, bo były takie możliwości. Owszem, były to koszty które poniósł samorząd, ale źródłem problemów które dziś odczuwamy jest to, że miasto nie szuka obniżenia kosztów bieżących swojego funkcjonowania. Nie szukamy możliwości zmniejszania wydatków, które można zmniejszyć. Właśnie tu upatruję problemów związanych z obecną płynnością finansową miasta. Na inwestycje zaciągaliśmy kredyty długoterminowe. Problemem były i są kredyty krótkoterminowe, których obecnie miasto pozbyło się zamieniając je na obligacje i kredyt długoterminowy. Siedlce nie są obecnie w strasznie złej kondycji finansowej, ale utraciły zdolność inwestycyjną jaką miały kilka lat temu.
- Jak pan ocenia obecną sytuację w lokalnych strukturach Platformy Obywatelskiej. Według mnie, brakuje tej strukturze lidera. Czy aspiruje pan by nim zostać?
- Od dłuższego czasu nie aspiruję do tego by piastować jakiekolwiek funkcje w Platformie Obywatelskiej. Od dawna nie kandyduję do zarządu, ani jakichkolwiek innych organów statutowych. Deklaruję jednak chęć wspierania tych, którzy takie funkcje sprawują. Wciąż mam swoje marzenia i ambicje. Nie ukrywam, że związane one są z samorządnością na poziomie sejmiku wojewódzkiego. W Platformie Obywatelskiej na szczeblu krajowym i lokalnym jest bardzo podobnie. Przyszedł moment problemów związanych z długim czasem piastowania władzy i zużycia panującego w społeczeństwie, które coraz głośniej domagało się zmiany. W pewnym momencie zawiodła komunikacja społeczna, którą bardzo dobrze prowadziło Prawo i Sprawiedliwość, wykorzystując nasze zaniechania w wielu zakresach. Na poziomie lokalnym wiele robiliśmy pozyskując środki i budując odpowiedni klimat, ale większość tego co udało nam się stworzyć, sprzedano jako sukces samorządu i prezydenta. Nastąpiła zmiana władzy, ale sądzę, że Platforma poradzi sobie z tym co spotyka ją dzisiaj. Moim marzeniem jest, by rozdrobniona opozycja i środowiska obywatelskie w Siedlcach zaczęły ze sobą współpracować, tworząc mocną alternatywę, której uda się przerwać wieloletnią władzę PiS na naszym podwórku.
- Od samego początku nie ukrywał pan swojego zadowolenia z możliwości wprowadzenia budżetu obywatelskiego. Usłyszałem jednak jakiś czas temu sceptyczny głos jednego mieszkańca, że taki budżet będzie pozornym wyborem, bo spośród wszystkich pomysłów obywateli miasto i tak wybuduje to, co będzie pasować urzędnikom. Jak się mają pracę nad tym projektem na komisjach?
- Byłoby czymś dziwnym, gdyby wybory mieszkańców dysponujących pewnym budżetem były zignorowane. Z tego co wiem, to skarbnik z prezydentem przygotowują się do przekazania środków w ramach budżetu obywatelskiego. Zasady tego projektu będziemy omawiać po wakacjach. Wyobrażam sobie budżet obywatelski, jako fundusz wydzielony z budżetu miasta. Myślę, że komisje wrześniowe, szczególnie ta budżetu, pokażą na ile miasto jest w stanie zrealizować to do czego się zobowiązało. Jestem optymistą i wierzę, że skoro deklaracja odnośnie tego budżetu padła publicznie na sesji Rady Miasta, to pan prezydent z tego się nie wycofa.
- W wielu kwestiach różni się pan zdaniami z prezydentem Kudelskim, ale zdecydowanie popiera go pan w dążeniach do tego, aby przyłączyć do Siedlec najbliższe miastu miejscowości leżące w Gminie Siedlce. Zastanawiam się, co Siedlce mogą zaoferować dziś mieszkańcom sąsiedniego samorządu?
- Miasto Siedlce, które względem Węgrowa jest nieporównywalnie mniejsze powierzchniowo, a zdecydowanie większe pod względem ilości mieszkańców, powoli zaczyna odczuwać braki związane z możliwościami inwestowania. Dziś, kiedy liczą się duże budżety - widoczne są tendencje aglomeracyjne nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Łączenie kapitałów, terytoriów i potencjałów daje duże korzyści. Zdaję sobie sprawę z tego, że trudno będzie przekonać obecnie mieszkańców Gminy Siedlce do tego, by przyłączyć ich do miasta, choćby ze względu na to, że kondycja finansowa ich samorządu jest lepsza. Taka koncepcja moim zdaniem jest słuszna, ale trzeba będzie ją u nas odłożyć na jakiś czas na półkę. Kiedy miasto doczeka lepszej sytuacji finansowej, będzie można mieszkańcom pobliskich miejscowości zaproponować obok dostępu do infrastruktury, szkół, przedszkoli, ośrodków kultury, również dużą zdolność inwestycyjną. Dzisiaj nasza atrakcyjność nieco przybladła.
- Doskonale znamy sprawę planu zagospodarowania przestrzennego w okolicach Żytniej, gdzie mieszkańcy osiedla Nowy Świat proponują zbudować kościół w innym miejscu niż u nich. Uczestniczył pan w spotkaniu z mieszkańcami, zobowiązał się pan zgłosić na sesji odpowiedni wniosek.
- Mam już przygotowany projekt uchwały, który dotyczy zmiany tego miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Podczas wspomnianego spotkania doszliśmy z mieszkańcami do wniosku, że damy sobie czas, by idea ta uzyskała odpowiednio duże poparcie. Wraz z radną Magdaleną Daniel stwierdziliśmy, że w sierpniu jeszcze tego nie zgłosimy, ponieważ wciąż zbierane są podpisy. Czekamy na zapełniające się listy z poparciem inicjatywy, które dołączymy do projektu uchwały.
- Zastanawiam się tylko, jak duża musi być liczba tych mieszkańców, by zaważyć w oczach prezydenta.
- Usłyszałem ostatnio, że Kuria nie jest zainteresowana budowaniem kościoła na terenie Nowego Świata. Nie wiem ile w tym prawdy, być może jest to jakaś plotka. Jeżeli jednak jest to prawdą, to nie widzę sensu przeznaczenia tamtego terenu pod usługi sakralne. Uważam, że zupełnie niepotrzebnie ten problem skonfliktował ze sobą lokalną społeczność, każąc wybierać - za, albo przeciw Kościołowi.
- Co pana bardziej bulwersuje? Tak późne opublikowanie raportu CBA w sprawie transakcji z Magellanem, czy ewentualne negatywne konsekwencje dla miasta wynikające z tej kontroli.
- Obie sprawy są równie irytujące i bulwersujące. Nie przypominam sobie, by jakikolwiek dokument dotyczący samorządu i jego finansów trafił na tak długi czas do szuflady. Nie chcę mówić, że był chowany przed radnymi, ale był nieupubliczniony. Z wypowiedzi radnych PiS wynika, że część z nich miała dostęp do tego raportu już w styczniu. Drażniące jest to, że dzielimy w ten sposób radnych na lepszych i gorszych. Zawartość merytoryczna tego raportu wskazuje, że miały miejsce pewne nieprawidłowości przy sprawowaniu nadzoru nad rozporządzaniem mieniem komunalnym. Pomijam fakt zawarcia umowy z firmą Magellan, wszyscy wiedzieliśmy że będzie ona dla miasta kosztowna. Bardziej niepokoi mnie poręczenie przez prezydenta dokumentów zawierających nieprawdę. Poskutkowało to karami finansowymi nałożonymi na samorząd. Władza unika rozmowy na ten temat. Na Komisji Rewizyjnej nie było prezydenta, a tajemnicze odpowiedzi sekretarza nie satysfakcjonują mnie. Kiedy opowiadałem kolegom i koleżankom z mojego klubu, co się na tej komisji wydarzyło, nie mogli początkowo w to uwierzyć. Niestety na sesji odrzucono dyskusję na ten temat, przez co zabrano innym radnym możliwość zapoznania się z problemem. Z mojej strony to nie koniec, będę chciał rozwiać swoje wątpliwości i będę powtarzał swoją interpelację dotyczącą tego tematu.
- Z raportu wynika na przykład, że prezydent poświadczył iż błonie są terenem niezabudowanym, bez ścieżek i Krzyża Papieskiego. Zastanawialiśmy się z innymi dziennikarzami czemu miałby służyć taki ruch ze strony włodarza?
- Jestem przekonany, że Wojciech Kudelski wiedział o tym krzyżu i o tym, że jest to działka zabudowana. Kosztowało nas to 100 tys zł. Wydaje mi się, że prezydent powinien przejawiać wolę wyjaśnienia wszelkich wątpliwości i tego co nas bulwersuje. Nie wiem dlaczego poświadczono tę nieprawdę. Na komisji powiedziano nam, że była to pomyłka. Rozumiem to - pomyłka rzecz ludzka. Jednak pomyłka kosztująca tyle pieniędzy nie jest drobnostką i warto na ten temat porozmawiać. Jeżeli przyświecał temu jakiś cel, to być może warto było poświadczyć tę nieprawdę i zapłacić karę, mając później z tego jakąś korzyść dla miasta. Czasami takie sytuacje mają miejsce. Jeżeli jednak była to pomyłka wynikająca z nieuwagi, za którą w parze z odsetkami trzeba było zapłacić karę, to niestety urzędnik przygotowujący ten dokument do podpisania powinien ponieść konsekwencje.
- Wiemy, że nie jest pan zwolennikiem zapowiadanej coraz głośniej reformy oświaty polegającej na zlikwidowaniu gimnazjów. Co według pana Siedlce stracą na tej reformie i jak bardzo będzie ona kosztowna dla samorządu?
- Ta reforma niesie ze sobą szereg różnych problemów, które dziś są trudno policzalne. Nie wiemy ilu nauczycieli straciłoby w Siedlcach pracę. Koszty odpraw po stronie pracodawcy jakim jest samorząd, można łatwo policzyć. Nie wiemy jakie koszty trzeba będzie ponieść dostosowując szkoły podstawowe do wymogów starszych uczniów. Nie jestem przeciwnikiem ponoszenia kosztów jeżeli są one zasadne, bo uważam że w oświatę warto inwestować. Trudno jest mi jednak zrozumieć istotę likwidacji gimnazjów. Dziecko w okresie dojrzewania w szkole, bez względu czy będzie się nazywała podstawówką, czy gimnazjum - przeżyje te same problemy. Nie znikną one dlatego, uczeń pójdzie do placówki z inną nazwą. Moja czteroletnia dziś córka, którą chcę posłać w wieku sześciu lat do szkoły, będzie napotykać w tym samym budynku na ośmioklasistę, który będzie miał piętnaście lat. Nie wiem po co nauczać historii na poziomie szkoły podstawowej i później powtarzać ten sam materiał w szkole ponadpodstawowej - przeczytałem gdzieś, że tak to ma wyglądać. Znam ciekawą historię, w której dziecko z pierwszej klasy gimnazjum powiedziało w domu mamie, że teraz mu wszystko jedno czy zda, bo i tak nie mogą ich teraz już zostawić w gimnazjum, którego już za rok nie będzie. Dzieci stają się ofiarami zmian, których nie rozumieją i nie potrzebują. Do tego dochodzi duży niepokój w środowisku oświatowym. Próbuję przekonywać, że warto przyłączyć się do grupy namawiającej Prawo i Sprawiedliwość do rezygnacji z usuwania gimnazjów. Niestety chyba coraz mniej w to wierzę i sądzę, że trzeba się już z tym pomysłem powoli pogodzić.
- Być może obecnie rządzący po prostu tęsknią do podstawówek w których sami się uczyli?
- Odwoływanie się do emocji osób, które pamiętały swoje ośmioklasowe szkoły podstawowe jest przykładem populizmu. Każdy z nas ocenia swoją szkołę podstawową - nie z perspektywy tego co się w niej działo, tylko z perspektywy szczęśliwego dziecka patrzącego na świat zupełnie inaczej. Każdy z nas tęskni do tego, by tym dzieckiem być i wrócić sobie utracone lata. Nie byłem nigdy uczniem gimnazjum i swoją szkołę podstawową również postrzegam pozytywnie. Sądzę jednak, że dzisiejsze gimnazja to bardzo dobre szkoły, co pokazują badania i wyniki osiągane przez gimnazjalistów.
- Zastanawia mnie, jak ta reforma wpłynie na młodzież na wsiach. Obawiam się, że dojdzie do sytuacji, w której rówieśnicy z tej samej gminy, mieszkający od siebie kilka kilometrów dalej - nie będą się znać. Pójdą przecież do różnych podstawówek i rozejdą się do innych szkół średnich.
- Zapominamy, że człowiek rozwija się wśród ludzi. Trudno jest mówić o tym, aby nabierał on miękkich kompetencji nie zmieniając swojego środowiska społecznego. Spotykając nowych ludzi poznajemy różnorodność, mierzymy się z nowymi sytuacjami, znajdujemy swoje miejsce w grupie. W sytuacji gdy dziecko przebywa dwa lata dłużej w tym samym wiejskim środowisku, wśród tej samej małej grupy osób - nie nabywa zbyt wielu doświadczeń rozwijających samodzielność. Wejście w nowy świat szkoły gimnazjalnej oznaczało przebywanie przez znaczną część dnia w stolicy gminy, w nowym otoczeniu, z nowymi rówieśnikami. W moim odczuciu dzieci, które przeszły ten etap miały szansę stać się odważne, ciekawe świata i bardziej śmiałe. Zamykanie się środowisk jest niepokojące i hamuje rozwój społeczny jednostki.
- Z całej Rady Miasta jest pan chyba najaktywniej działającym radnym na portalach społecznościowych. Śledziłem losy sytuacji, w której poprzez Facebooka jeden z mieszkańców zasugerował panu, aby zwrócić się do prezydenta z pewnym zapytaniem, które pan później zgłosił. Oznacza to, że można bez problemu zgłaszać do radnego Dobijańskiego swoje uwagi dotyczące miasta przez internet.
- Nie śledziłem aktywności innych kolegów i koleżanek, ale moja aktywność na portalach społecznościowych wiąże się z tym, że dużo czasu spędzam przy komputerze. Posiadam również telefon z dostępem do internetu. Dzięki temu mam możliwość włączyć się w dyskusję społeczną w praktycznie każdej chwili. Sprawia mi to frajdę i przyjemność. Poprzez portale społecznościowe mieszkańcy zgłaszają mi szereg problemów dotyczących funkcjonowania miasta. Część tych uwag zgłaszam w formie interpelacji, a część bezpośrednio u naczelników i urzędników. Za pomocą internetu umawiam się z mieszkańcami. Pan redaktor również skorzystał z Messengera, by się na tę rozmowę ze mną umówić. Z chęcią dzielę się poprzez internet tym co myślę na określone tematy, formując przy tym swój wizerunek. Sądzę, że funkcjonowanie na portalach społecznościowych wyczula na problemy społeczne i często wskazuje dla nich rozwiązania. Sieć jest narzędziem, które bardzo sobie cenię.
Rozmawiał Kamil Ułasiuk
Kamil Ułasiuk
-
2026-09-30
-
2026-09-30
-
2026-09-21
2026-09-30 14:12:06
NAJNOWSZE OKAZJE
NAJNOWSZE TUBONY
NAJNOWSZE GAZETKI













swoich znajomych!
z innymi!